Blog
Contra Gentiles
Tomasz P. Terlikowski
Tomasz P. Terlikowski Ojciec dzieciom, mąż żonie.
304 obserwujących 483 notki 1873485 odsłon
Tomasz P. Terlikowski, 19 lutego 2015 r.

Pogrobowcy, kazirodztwo i anonimowe rodzicielstwo – oto co proponuje rząd

Rządowy projekt ustawy regulującej zapłodnienie in vitro zawiera przepisy nie tylko skandaliczne, ale też zwyczajnie niebezpieczne zarówno dla poczętych tą metodą dzieci, jak i społeczeństwa.

Nie mam wątpliwości, że kwestię in vitro trzeba jakoś w Polsce uregulować. Brak zapisów prawnych sprawia, że można w naszym kraju zrobić wszystko, a interesy dzieci i ich rodziców nie są chronione. Moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem prawnym byłby zakaz wykonywania tej procedury i do tego powinni dążyć wszyscy, którzy  mają świadomość, jakie niebezpieczeństwa kryją się za szlachetnymi intencjami (tyle, że właśnie nimi jest piekło wybrukowane) propagatorów in vitro. Na razie jednak takiej propozycji nie ma na stole, a zamiast niej pojawił się zły projekt rządowy.

I nie chodzi mi tylko o to, że opiera się on na odrzuceniu fundamentalnej wartości, jaką jest życie ludzkie. Taka ocena dotyczyć będzie każdego projektu, który dopuszcza procedurę in vitro. Ten projekt można jednak ocenić negatywnie, nawet jeśli dopuszcza się samą procedurę i uznaje, że wartość życia ludzkiego nie jest fundamentalna, i że rzekome (bo nikt nie ma prawa do posiadania kogoś innego, bez względu na koszty) prawo rodziców do posiadania dzieci jest istotniejsze niż prawo człowieka do życia. A powód jest przynajmniej kilka.

Po pierwsze niezmiernie niebezpieczne dla dzieci poczętych za pomocą heterogenicznego zapłodnienia in vitro jest zgoda na to, by dziesięcioro dzieci mogło mieć jednego ojca, i to ojca, którego nigdy nie poznają. Dawca bowiem zawsze pozostanie anonimowy, a gdy dzieci osiągnął pełnoletniość będą mogły poznać jedynie miejsce i rok urodzin swojego ojca, a także podstawowe dane zdrowotne. Zapis ten oznacza, że gdy człowiekiem z in vitro będzie chciało zawrzeć związek małżeński z inną podobną osobą zawsze ryzykować będzie kazirodztwo, i problemy genetyczne.

Po drugie ustawa ta odmawia podstawowego prawa człowieka, jakim jest świadomość własnego pochodzenia. Już teraz niemieckie i amerykańskie sądy podważają prawo do anonimowości dawców spermy czy komórek jajowych i nakazują klinikom informowanie o tym, kto jest rodzicem genetycznym. Powód jest zaś dość oczywisty: prawo do anonimowości jest niższe niż prawo do wiedzy o własnej tożsamości biologicznej, która jest istotnym elementem naszej tożsamości w ogóle. Nie widać powodów, by w Polsce miało być inaczej, i by interes klinik (bo o niego w istocie chodzi) miał stać wyżej niż prawo człowieka do wiedzy o tym, kim jest.

Trzeci zarzut, który można i trzeba sformułować wobec tego projektu jest zgoda na to, by dopuścić narodziny pogrobowców. Sperma czy komórki jajowe osób zmarłych będą mogły być wykorzystywane do procedury in vitro. I znowu nie bardzo widać powód, by się na to zgodzić, a problemy z tym związane będą o wiele większe. Otóż skąd będzie wiadomo, że osoba zmarła rzeczywiście chciała mieć to dziecko? A jeśli nie chciała, to dlaczego nie przyznać prawa do posiadania dzieci także z osobami, które wprawdzie zgodziły się na pobranie materiału genetycznego, ale później zmieniły zdanie, albo rozwiodły się? I wreszcie, jak pogodzić to uprawnienie z prawem dziecka do posiadania obojga rodziców? Nie sposób nie przywołać także innego przykładu z USA, gdzie rodzice znajdującego się stanie śmierci mózgowej chłopaka pobrali od niego spermę, by mieć przynajmniej od niego genetycznego wnuka, którego chcieli wychować jak własnego. To klasyczny przykład pogrobowca, który rodzi pytanie, czy takie działania mogłyby być w Polsce legalne?

Nie można się także zgodzić na to, by z procedury in vitro mógł skorzystać, jak to ładnie ujmuje ministerstwo, każdy, a nie tylko małżeństwa. Zapis ten otwiera bowiem furtkę do rodzicielstwa osobom homoseksualnym, a to oznacza naruszenie fundamentalnych zasad polskiej konstytucji, a także – co jeszcze istotniejsze – stanowi gigantyczne zagrożenie dla dzieci, które miałyby w takich związkach być wychowywane. Nie ma i nie może być na to zgody. A jeśli jakaś para heteroseksualna chce mieć dziecko z in vitro, to nie widać problemu, żeby zawarła ślub cywilny. Będzie to doskonały dowód na to, że potencjalni rodzice chcą rzeczywiście stworzyć trwałą wspólnotę konieczną dla wychowania dziecka. Jeśli nie chce im się zrobić nawet tego, to nie widać powodów, by dopuszczać ich do procedury in vitro.

Istotne niebezpieczeństwa kryją się także w pomyśle, by dopuszczalna była eugeniczna selekcja ludzi na etapie zarodkowym. Rodzice, jak to ujmuje ministerstwo, będą mogli wybrać dziecko zdrowe, bez nieuleczanych chorób dziedzicznych. I aż trudno nie zadać pytania, co będzie jeśli okaże się, że będzie ono jednak chore? Czy ministerstwo akceptuje wypłacanie odszkodowań za złe poczęcie? Czy będzie obciążać nimi kliniki? Eugenika konsekwentna tego właśnie wymaga, a takie procesy już się toczą i wygrywane są przez rodziców.

Pytania odnośnie pomysłów ministerstwa można oczywiście mnożyć. Wiele z nich związanych jest z samą procedurą i nawet najlepsze prawo nie może sprawić, że nie będzie się ich zadawać. Rozsądnym wyjściem jest całkowity zakaz in vitro. Jeśli jednak jest on niemożliwy to niech prawo chroni przynajmniej na tyle, na ile jest to możliwe, przy istnieniu tej procedury, godność i prawa osób. Rządowy projekt ustawy tego nie robi.

Tomasz P. Terlikowski

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Tematy w dziale